Blizna

Leżę rozebrana na podłodze. Znowu trzasnąłeś drzwiami, a chwilę wcześniej mną o ścianę. Twoje krzyki zagłuszyły trzask łamanej kości. Jednej a może wielu — nie wiem. Nie wiem też jak długo tak leżę. Boję się, że niebawem wrócisz, zobaczysz mnie taką i znowu będziesz się na mnie darł, że za kilka dni skopiesz mnie do nieprzytomności.
Ból w ramieniu pulsuje, ale nie on jest powodem dla którego nie mogę wstać. Nie mogę poruszyć żadną częścią ciała, bo mój mózg nie ma już nad nim mocy sprawczej.
Ach, właściwie to wszystko mi jedno. I tak cię ciągle denerwuję. Jestem nikim choć dałeś mi tyle szans by stać się kimś.

Unoszę się. Jestem lekka i puszysta jak chmura, którą widzisz z malutkich okien samolotu. Tonę w słońcu, krztuszę się zielenią drzew, rozrywa mnie wolność. Przechodzą mnie delikatne dreszcze.
Nie mam już czasu, wszystkie godziny tłoczą się wokół mnie i oślepiają swoją aurą. Ostatnia godzina jest perłowa, daje mi do zrozumienia, że jestem piaskiem i nabiorę sensu, gdy pozwolę się zamknąć w muszli.

Cztery ściany, mnóstwo rzeczy. Zanim Cię spotkałam byłam skostniała z zimna. Oni tego nie rozumieli, mówili, że przecież mam wszystko czego mogę potrzebować. Powtarzałam sobie ich słowa co wieczór przed zaśnięciem i wciąż byłam pusta. Potem pojawiłeś się ty, a w jaskini Platona zaczął płonąć ogień.

Przysiadasz się do mnie kiedy obserwuję beztrosko bawiące się koleżanki. Nikt nigdy się do mnie nie przysiadał. Jesteś lekko pijany. Od słowa do słowa, ty jesteś reżyserem, ja – nikim szczególnym. Mimo to zapraszasz mnie na swoją premierę.
Waham się, ale w końcu się zgadzam. W tym dniu stoję przed lustrem bardzo długo. Nie wierzę, że zauważysz mnie w tym tłumie. Tymczasem podchodzisz do mnie radośnie, bo przecież wszystko się udało, podarowujesz mi bukiet kwiatów i wszystkim przedstawiasz: “To jest… Jak tylko ją spotkałem, wiedziałem że jest niezwykła!” Sprawiasz, że zaczynam tak o sobie myśleć. Między jedną butelką wina a drugą proponujesz mi pracę: mam pomóc ci uporządkować dokumenty i życie.

Dobrze mi w promieniach twojego słońca. Nie zauważam, że pozwalasz mi się w nich wygrzewać tylko gdy ty masz na to ochotę. Nigdy nie odbierasz telefonów, ale zawsze dzwonisz. Na spotkanie z tobą lecę jak na skrzydłach.

Pewnej nocy mówisz mi rzeczy, o których nikt nigdy nie wiedział. Płaczę, kim ja jestem, żebyś mi tak ufał?

Żyję od weekendu do weekendu, od jednego twojego wahania nastroju do drugiego. Zaczynam za tobą tęsknić. Gdy dni bez ciebie stają się zasnute mgłą, przypominam sobie o zamkniętych w szafie przyrządach do malowania. To wtedy Atena wyskakuje z głowy Zeusa, a ty zachwycasz się moimi obrazami i wykorzystujesz je w swojej pracy. Jesteś dla mnie taki dobry, a ja w końcu świecę. Co z tego, że odbitym blaskiem?

Ludzie zabiegają o twoją uwagę i możesz wśród nich przebierać. Nie zauważam, że jesteś głodny tylko ich historii. Najpierw roztaczasz nad nimi opiekę, potem je pochłaniasz, a gdy ci się znudzą — porzucasz. O tak, nienawidzisz nudy. Gardzisz tymi, którzy nie potrafią sobie znaleźć zajęcia.

Nie mam czasu na innych mężczyzn, ale gdy jakiś się mną zainteresuje, chcesz się z nim koniecznie spotkać, jesteś dla niego bardzo miły. Potem do mnie dzwonisz i razem go wyśmiewamy.  Nigdy więcej już się z nim nie spotkam. Z nikim nie stworzę takiej więzi jak z tobą.

Oczywiście w twoim życiu są też inne kobiety. Każdą mi przedstawiasz, a potem wypytujesz o zdanie. Czuję, że jestem dla ciebie ważna. Choć nigdy mnie nawet nie pocałowałeś i nie dałeś mi do zrozumienia, że lubisz mnie w ten sposób – nie potrafię powstrzymać zazdrości. Każda z nich może mi odebrać Twoją uwagę. Wyobrażam sobie jak zrzucam je  wszystkie ze schodów.

Wieczorami oglądam zdjęcia blizn w Internecie. W czasie którejś imprezy, gdy byliśmy bardzo pijani, przyznałeś się do tego, że sprawia ci przyjemność kaleczenie swojego ciała. Pomyślałam wtedy, że jesteś taki niezwykły – podczas gdy inni się tatuują, ty ozdabiasz swoje ciało bliznami. Ja też powinnam ci czymś zaimponować.

Nawet nie wiem kiedy zamieszkujesz w moim mieszkaniu – przyjaciele muszą sobie pomagać.

Nasze sprzeczki przeradzają się w kłótnie. Dopiero po czasie zauważam, że kompulsywnie drapię się aż do krwi.
Przyprowadzasz do naszego mieszkania nieznajome kobiety, które potem pieprzysz długie godziny.

Coraz rzadziej ze sobą rozmawiamy, stopniowo odsuwasz mnie od swoich spraw. Wokół ciebie kręci się teraz brunetka o pustym spojrzeniu.

Patrzę w lustro: moje oczy nie są puste – widzę w nich rozpacz i gniew. Mój wybuch zazdrości sprawia, że po raz pierwszy mnie uderzasz. Następnego dnia przepraszasz zalewając się łzami, jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, mówisz. Wybaczam. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.

Któregoś dnia rzucasz we mnie talerzem. Śmiejesz się, że jestem żałosna, że się w tobie zakochałam, że muszę zrozumieć, że nigdy nie będziemy razem. Twoje słowa ranią mnie bardziej niż skalpel, którym wyciąłeś swoje inicjały na moim ciele.

Stałeś się moim powietrzem, nie mogę cię kochać, ale muszę tobą oddychać.

Nawet nie zauważam, kiedy przestaję chodzić do pracy i robić zakupy. Jedzenie jest ponad moje siły, więc przestaję jeść. Oddalasz się, czuję jak z powrotem staję się nikim szczególnym.

Leżę na podłodze. Chwilę przed twoim powrotem wzięłam gorący prysznic – moja skóra jeszcze paruje. Przypominam sobie twoje słowa i podejmuję decyzję…

  • Jakbym czytała siebie, sprzed roku.

    Nie wiem co mam napisać. Z jednej strony – to cudowny tekst, taki których jest coraz mniej, coraz rzadziej ktoś potrafi pisać o cierpieniu. Jest piękny, idealnie napisany.

    Z drugiej strony – nie jestem w stanie cieszyć się z Twojego „warsztatu” i zdolnosci pieknego, ptawdziwego pisania, bo historia jest tak bardzo tragiczna. Smutna. Realna.

    Chcę Ci tylko napisać, że można się uwolnic. To trudne, rozwala na kawałki, ale można emocjonalnie, choć w dużej części, uwolnic się.

    W moim przypadku nie byli talerzy i ściany, ale była butelka. I nie mogłam z nim być, ale musiałam go mieć. I mogę z ręką na sercu powiedzieć Ci, że dziś jestem szczesliwa, z nim i bez niego. Oddycham własnym powietrzem, we mnie jest słońce.