Naśladując Elizabeth Strout

Naśladując Elizabeth Strout

Jednym z zalecanych ćwiczeń pisarskich jest „kopiowanie” znanych pisarzy. I nie chodzi tu o to, by przywłaszczyć sobie czyjś styl, a o to by ćwiczyć elastyczność własnego stylu, rozgryzać triki i sztuczki, których używają doświadczeni pisarze, i dzięki temu pisać lepiej. Tym razem zmierzyłam się ze stylem Elizabeth Strout autorki takich powieści jak „Olive Kittridge” czy „Mam na imię Lucy”.

Ulubioną rozrywką mojej ciotki Eleonory było wysłuchiwanie historii z życia miłosnego moich przyjaciółek.

Odkąd przez przypadek wspomniałam, że Marnie uciekła z randki, bo chłopak, którego poznała na Tinderze, nie potrafił jeść pałeczkami, co niedziela prosiła mnie o najświeższe ploteczki, których wysłuchiwała z wypiekami na twarzy. Początkowo trochę było mi wstyd powierzać jej nie moje sekrety, ale szybko rozgrzeszyłam samą siebie tłumaczeniem, że ciotka Eleonora jest schorowana, stara i samotna, i że moim wręcz obowiązkiem jest zapewniać jej rozrywkę.

I tak opowiedziałam, że Daisy chodzi z hydraulikiem, który nocami grywa w zespole jazzowym, a Lucy zerwała ze swoim chłopcem odkąd ten zainteresował się hip-hopem i zaczął nosić spodnie z krokiem na wysokości kolan. Natomiast nowy mężczyzna Katji okazał się być księdzem, jednak był tak dobry w łóżku, że moja przyjaciółka nie potrafiła z niego zrezygnować.

Ciotka słuchała i kiwała głową, i nie pozwalała sobie na żadne komentarze, do momentu kiedy nie opowiedziałam jej historii Grety: Otóż Greta miała najgorzej, bo choć jako jedyna z nas była mężatką (na dodatek potrójną!) to żadne jej małżeństwo nie przetrwało trzech miesięcy: pierwszy mąż był alkoholikiem i zaraz po ślubie zaczął ją potwornie bić, drugi okazał się być pedofilem ściganym przez FBI, a trzeci… A trzeci był nawet w porządku gdyby nie to, że próbując ściągnąć ich kota z dachu spadł z drabiny i skręcił sobie, biedaczek, kark.
Eleonora słysząc to, odłożyła na bok robótkę, zdjęła okulary i spojrzała mi głęboko w oczy:
„Widzisz Lizo, bo mężczyźni są jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na jakiego trafisz“, i gdy już miałam jej mówić, że chyba naoglądała się za dużo Forresta Gumpa, dodała: „Dlatego zawsze najlepiej mi było z kobietami. Doradź może Grecie, żeby spróbowała pójść w tę stronę?“.
 Po czym zachichotała, wróciła do robótki, i już nigdy więcej nie podjęła tego tematu. Zresztą niedługo później zmarła.

  • Niestety nigdy nie umiałam tego robić – tzn. naśladować innych pisarzy. Najchętniej to bym ponaśladowała Umberto Eco albo Wisławę Szymborską :D

    • Fajny tekst, tak BTW – zwłaszcza zakończenie :D

      • Ewa

        Dzięki :)
        Wiesz, to różnie bywa z tym naśladowaniem, mnie pomaga wzięcie jakiegoś fragmentu z ksiażki, ręczne go przepisanie i potem pisanie z głowy. Jakoś tak tym pisaniem intuicyjnie wychwytuję rytm i styl. Poza tym patrzysz też na drobiazgi czy jest dużo czasowników czy przymiotników, jaka jest konstrukcja tekstu i takie tam… raz wychodzi a raz nie :D
        Swoją drogą dorwę coś Eco i spróbuję się z nim zmierzyć :D Szymborskiej się nie podejmuję, bo to jednak poezja, trochę wyższa półka dla mnie ;)

        • Spróbuję Twojej metody z przepisywaniem :)