Przejdź do treści

Kap, kap…

Liść liściu, krople wczorajszego deszczu, kap-kap jak wiadomości:
nie bój się
ze środka albo z zewnątrz
nie wiem

Chce mi się płakać – mikrożycie na sprężystym mchu, a mnie szczypią oczy. Mikrożycie na szyszce, a ja jak w twierdzy. Boję się. Co jeśli się wyleje, jeśli każdy się dowie…

Gałązki mchu wychodzą z mokrej ziemi lekko. Część nad ziemią, oświetlona słońcem, jest zielona i jędrna, to co pod nią jest sine i cherlawe. Mam w sobie dużo mchu.
Wciskam dłonie w wilgotny, soczysty, zielony mech, a potem przyglądam się im uważnie. Na pozór są takie same jak wcześniej, przesuwam dłonią o dłoń, palcem o palec, a one suną, jedwabiście gładkie.

Stawiam na mchu bose stopy.

Stawy lasu strzykają, jak starej kobiecinie, pochylają ku sobie ciężkie korony drzew, tańczą w powitaniach, rozprostowują zmoczone gałęzie, jak kości, których od dawna nie przykryła ciepłym kocem jakaś dobra dłoń. Teraz okrywa je słońce.

Ktoś kiedyś bardzo starał się mi wmówić, że świat jest niebezpieczny, że trzeba uważać wracając do domu po zmierzchu, że pajęczyny między drzewami skrywają tajemnice, jak żółto-czarne taśmy na miejscu zbrodni.

Chcę. Nie chcę. Boję się. Wyciągam ręce w stronę myśli, że świat jest domem, że las jest sypialnią nas wszystkich, że gałęzie sosny strzygą ku niebu suchymi szpilkami jak uszy sarny, że sucha kora połyskuje w mozaice światło-cienia jak skorupa wodnego żółwia. Że jak zacznie mnie mój strach spalać, wzniosę się nad korony drzew jak kruki. I z góry, w tym kołysaniu drzew dostrzegę gospodarza, który macha mi na powitanie.

Liść liściu, krople wczorajszego deszczu, kap-kap jak wiadomości:
nie bój się. nie bój się. nie bój…

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o