Po pierwsze, nie szkodzić… samej sobie

Gdy byłam dzieckiem szalenie podobały mi się łacińskie przysłowia, a primum non nocere, czyli po pierwsze, nie szkodzić, zafascynowało mnie szczególnie. Bardzo szybko wyszłam z tematów okołomedycznych i doszłam do wniosku, że ta maksyma powinna przyświecać każdemu. I to w rozszerzonej wersji. Więc nie tylko nie szkodzić innym, ale także samemu sobie. I nie miałam tu na myśli jakiegoś wzbogacania się czy lewych interesów, a właśnie taką zwykłą troskę o swoje ciało, samopoczucie i zdrowie psychiczne (choć jestem pewna, że gdy miałam 12 lat nie miałam wiedzy na temat depresji czy chorób psychicznych).

Ale tak to bywa z wiedzą, nie zawsze za nią idzie umiejętność wykorzystania jej w praktyce.

Można być samoświadomym i wciąż popełniać te same błędy.
Można wiedzieć, że ludzie przychodzą i odchodzą, i że to niekoniecznie coś złego, a i tak przeżywać rozstania i odejścia.
Można też doskonale zdawać sobie sprawę z faktu, że zamykanie się na własne emocje nie niesie za sobą niczego dobrego (bo takie zamknięte emocje prędzej czy później wybuchną).

Ale i tak to wszystko robić. Ba, powtarzać co jakiś czas. Żyć sobie w takim uśpieniu.

Jeśli się dobrze zaprzesz, to możesz nigdy się z tego nie obudzić. No bo po co konfrontować się z czymś, co jest ważne, ale trudne? Nie lepiej ślizgać się po powierzchni, być grzecznym i ciągle się uśmiechać?

No właśnie nie. A w każdym razie to nie dla mnie.

Od roku noszę w sobie emocje i słowa, których wstydzę się pokazać, a które ciążą mi i blokują wszystko inne, o czym chciałabym napisać czy stworzyć. I to dlatego tak mnie tu, na Hydraulice, tak mało. Wszystko co zaczynam pisać za każdym razem zmierza do mojego rozczarowania i żalu. Wszystko to chowam po „szufladach”. Boję się, że z chwilą wypuszczenia tego wszystkiego na światło dzienne, spotkam się z odrzuceniem, wyśmianiem i zbagatelizowaniem.
Poza tym, to miejsce jest „O miłości do świata, do ludzi i do słów”. I bardzo starałam się to wszystko przepłakać, przeczekać, przespać. Zakryć i zracjonalizować. Ale problem z tymi konkretnymi uczuciami jest taki, że one od roku nie chcą zniknąć.
Ciągle wypływają na wierzch.
I nie wiadomo jak mocno by się człowiek nie starał, musi się w końcu przyznać, że są one dla niego ważne, że w pewnej dziedzinie życia miłości jest w nim jak na lekarstwo i czuje złość, a chwilami nawet nienawiść.

Więc jeśli tak jest, to może to są ważne słowa i emocje, których nie należy ukrywać?

***

Pojadę truizmem, ale… życie składa się mniejszych i większych kroków milowych. Czasem jest dobrze, a czasem jest źle, czasem ktoś umiera, czasem ktoś się rodzi. Czasem coś zyskujemy, a czasem coś tracimy. Sinusoida, wiadomo.
Czasem jest nudno i życie polega na wstawaniu, chodzeniu do pracy i kładzeniu się spać. A czasem dzieją się rzeczy niecodzienne, jak kupowanie mieszkania czy ślub.

Jestem tym typem, który stara się nawet w „nudnym” życiu znaleźć coś ciekawego. Zachwycić się pogodą, kimś cudownie ubranym na ulicy albo piosenką, która leciała w radiu. Nawet weekend spędzony na kanapie może być fascynujący, jeśli tak będziemy chcieli na niego spojrzeć. Proste, szklanka jest do połowy pełna albo pusta, i Ty decydujesz, jaka tak właściwie ona jest.

Najważniejsze, żebyś to Ty zawsze decydował i decydowała, jakie dla Ciebie coś jest.
A problemy zaczynają się w momencie, gdy pozwolisz komuś zdecydować za Ciebie.

Organizowanie ślubu i wesela zdalnie (dla tych, co to czytają i może nie wiedzą: mieszkamy w Londynie, a pobieraliśmy się w Krakowie) było dla mnie potwornie trudne. Sprostanie oczekiwaniom, poradzenie sobie z emocjami i presją otoczenia bywało ponad moje siły i chwilami mnie przerastało.

Jestem zła na siebie samą, że pozwoliłam sobie w tym wszystkim wmówić, że moje przygotowania i ogromny stres związany z organizacją tego wszystkiego nie były ważne.
Że miałam potworne poczucie winy, bo czułam się tym wszystkim przytłoczona i oszołomiona. Bo jak mogę być tak beznadziejna i nie ogarniać? „Przecież to tylko odhaczanie kolejnych punktów z listy!”.
Że nie gadałam o tym tyle, ile potrzebowałam, bo ktoś uznał, że gadam już za dużo. Że nie mogłam o tym tu pisać, „bo co ktoś sobie pomyśli”.
Podczas gdy jestem typem, który przegadując rzeczy albo o nich pisząc, oswaja je i radzi sobie z nimi. A ogólnie to wolę w życiu sobie dawać radę, a nie zamiatać trudnych spraw pod dywan.

I zła na siebie jestem również dlatego, że nie miałam odwagi postawić siebie i swoich emocji i potrzeb na pierwszym planie. Znosiłam uszczypliwości ze strony osoby, która powinna mnie w tamtym okresie wspierać, która przecież wyraziła zgodę na pełnienie takiej roli.
Nie zaufałam mojej intuicji, która dużo szybciej niż głowa wiedziała, że coś jest nie tak, i nie potrafiłam w porę powiedzieć „to nie działa, zmieńmy coś”.

Wszystko w imię ratowania relacji, która była dla mnie bardzo ważna (wygląda na to, że ważniejsza niż ja sama).
Kosztem mojego samopoczucia w dniu, w którym wychodziłam za mąż za miłość mojego życia. Kosztem wspomnień, które dzisiaj są przez to słodko-gorzkie.

Całe szczęście było pięknie i tak. Bo poza tą jedną osobą (która choć stała najbliżej mnie, przez cały ten czas zdawała się nie chcieć tam być) było z nami jeszcze kilkadziesiąt innych osób, które cieszyły się naszym szczęściem i naszą miłością. I ta nasza miłość była w tym wszystkim najważniejsza.

I generalnie jest to post, w którym wyrzucam z siebie to, co mnie blokowało przez ponad rok, żeby móc w końcu ruszyć dalej. Taki rok to cholernie dużo zmarnowanego czasu…

Żeby pamiętać o tym, że sami odpowiadamy za swoje samopoczucie i za wybór ludzi, których mamy wokół siebie.
Żeby pamiętać o tym, że mamy prawo czuć szczęście, ale także złość i żal. Że mamy prawo przeżywać je po swojemu tak długo, jak nie robimy tym krzywdy innym ludziom. Że możemy, a nawet powinniśmy, zmienić zdanie i z czegoś się wycofać, gdy przestało nam to odpowiadać.

I na koniec, że jest coś w tym, żeby w sytuacji awaryjnej w samolocie najpierw zakładać maskę samemu sobie, a dopiero potem pomagać innym.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o