Jestem kobietą: mam okres

Ten artykuł czekał na swoją kolej od dłuższego czasu. Zainspirowana wpisem mojej przyjaciółki Marzeny „Matka Polka Feministka“ w końcu decyduję się go opublikować i otworzyć tym samym nowy cykl na blogu „Jestem kobietą“. 
Od zawsze ciekawiły mnie psychologiczne różnice między kobietami i mężczyznami, dziwiłam się i buntowałam wobec tego, że coś jest społecznie przyjęte za słuszne bądź nie. Nie chcę i będę tu nawoływać do tego, żeby nagle kobiety wykonywały typowo męskie prace (choć jeśli chcą, to fajnie jakby miały taką możliwość), czy zachęcać do parytetów. Chcę być częścią mądrej dyskusji na temat roli kobiety i mężczyzny we współczesnym świecie, bo uważam, że trzeba o tym mówić, prowokować do myślenia, nawoływać do zmian, ba, zmieniać świat wokół nas, metodą małych kroków.


We wrześniu tego roku dość spore poruszenie w Internecie wywołała wypowiedź chińskiej pływaczki Fu Yuanhui, uczestniczki olimpiady w Rio de Janeiro.

Otóż Fu przyznała przed kamerami, że jest niezadowolona ze swojego startu i że zawiodła swoje koleżanki z drużyny. Dziennikarz przeprowadzający wywiad, widząc, że wyraźnie coś ją boli, spytał o to. Pływaczka odpowiedziała, że dzień wcześniej dostała okres i dlatego czuje się zmęczona. Zaraz dodała, że nie jest to wytłumaczenie dla jej gorszego startu:

I don’t think I performed very well today. I feel I let my teammates down“ (…) Asked whether she was suffering from stomach pains, the 20-year-old swimmer said her period had started the previous day. “It’s because my period came yesterday, so I felt particularly tired – but this isn’t an excuse, I still didn’t swim well enough,

W komentarzu do jej wypowiedzi napisano, że w Chinach temat miesiączkowania jest zupełnym tabu oraz, że praktycznie nie używa się tam tamponów. Wciąż bardzo popularny jest tam mit, że stosowanie ich przerwa błonę dziewiczą.
Jej wyznanie pociągnęło za sobą komentarze, w których ludzie chwalili ją za szczerość i gratulowali odwagi.

I czytając to wszystko przyszła mi do głowy taka myśl:

w jakim my świecie żyjemy, żeby mówienie o czymś tak naturalnym jak miesiączka było:

  • niezwykłe,
  • wstydliwe.

Ba, nie dość, że jest to zjawisko od zarania dziejów naturalne, to na dodatek jest wyrazem zdrowia! Co to w ogóle za czasy, że musimy się przyznawać do tego, że mamy okres?! Dlaczego to „mam okres“ ma zupełnie inny wydźwięk od „piję kawę“, „nie jem mięsa“ albo „boli mnie gardło“? Przecież to picie kawy jest mniej oczywiste…

Tymczasem, panie i panowie, kobiety miesiączkują. Czasem z tego powodu coś je boli i są mniej sprawne (podkreślam: czasem). Czasem mają również z tego tytułu huśtawkę nastrojów. Podnoszenie tej kwestii do rangi niezwykłego wydarzenia jest bez sensu, jest wręcz absurdalne.

Miesiączka to temat tabu nie tylko w Chinach

Zastanawiam się jak to się stało, że kobiety wstydzą się tego, że są zdrowe zamiast być z tego dumne? Niestety zaburzenia hormonalne, nieregularne okresy i problemy zajścia w ciążę są coraz częstszym zjawiskiem.
Tak, pamiętam, że choćby w Biblii miesiączkujące kobiety były uważane za nieczyste, ale do licha, mamy XXI wiek a w telewizji masę reklam, gdzie problemy z prostatą i nietrzymanie moczu są na porządku dziennym!

Musimy się nauczyć mówić o rzeczach związanych z naszą kobiecą naturą w prosty, niewymuszony sposób. Gdy to nam się uda — ludzie nie będą mieli już powodu by się nam dziwić i żartować w sposób uwłaczający kobiecej godności.

I nie chodzi mi o to, żebyśmy teraz miały trąbić na prawo i lewo kiedy i jak intensywny mamy okres, ale żeby wyzbyć się poczucia wstydu wobec własnej kobiecości, i już nie rumienić się i nie zniżać głosu tłumacząc, że nie pójdziemy na basen / imprezę / gdziekolwiek, bo właśnie leżymy w łóżku i skręcamy się z bólu. Żebyśmy wszyscy raz na zawsze przeszli nad tym faktem do porządku dziennego, bo to tak naturalne i „normalne“ jak to, że jesienią spadają liście z drzew.